Koszyk (0)
 
Recenzja Rapportal. Flint "Stary, dobry Flint".

Recenzja Rapportal. Flint "Stary, dobry Flint".

„Stary, dobry Flint” to już trzeci solowy album Flinta. Po średnio udanym „Warszawskim ZOO”, które powstało we współpracy z Soulpetem, Czarny Charakter powraca z nowym krążkiem, nową wytwórnią i nowymi patentami, które mają za zadanie przykuć uwagę odbiorcy. Zadanie było proste : „nawiązać do najlepszych czasów polskiego rapu i to co w nich było najlepsze przełożyć na nowe czasy”. Jak to się udało ?

Świetnie. Szczególnie pod względem produkcyjnym, gdzie bogatość aranżacji i żywych instrumentów zachwyca. Polski rap ma to do siebie, że dominuje w nim minimalizm i prostota, tu dostajemy coś zupełnie innego. Już rozpoczynająca „Desiderata” ma świetne przejście pomiędzy Flintem nagrywającym na stosunkowo klasycznej pętli, a Pezetem, który przemyka na wooblującym bassie. „Muszę dostać skrzydeł” z dwoma gitarami odpowiednio komponuje się raz z Dotcom, dwa z gospodarzem, którego podkład otworzył na garść wspomnień. „Brakujące słowa” od Szczura i „Przyjaciółki, koleżanki, kumpele” od EsDwa to bardziej klasyczne, mocne produkcje. Za to „Fight club” i „Bez przypału”(świetny, brytyjski akcent między zwrotkami) spod ręki Salvare mają elementy przebojowości. Jednak największy wkład w muzyczny wydźwięk materiału miał Barthvader, który dogrywał partie na klawiszach, basie, albo był odpowiedzialny za produkcję. Całość ? Klasycznie, ale z pomysłem – tego było trzeba!

Na mikrofonie Flint zaskakuje. Od czasu poprzedniego albumu nabrał charyzmy, a historie przez niego opowiadane po prostu wciągają – jak choćby „Bez przypału”, w którym pierwsza zwrotka świetnie oddaje klimat polskiego motania, a refren bez wątpienia sprawdzi się w formule koncertowej. Retrospekcje w „Muszę dostać skrzydeł” zasługują na uznanie, podobnie jest w przypadku opisu relacji męsko-damskich, które zostały świetnie uchwycone w „Przyjaciółki, koleżanki, kumpele”. „Blok” z mistrzowskimi cutami DJ’a Kebsa (najlepsze w polskim rapie od czasu „Halo Ziemia?!” Onara) został ugryziony z zupełnie innej strony niż setki innych osiedlowych hymnów.  Dostajemy dziesiątki ciekawych metafor, przekonań , czy follow up’ów jak ten do eisowskiego domu, który tym razem stał się izbą wytrzeźwień w wolno płynących na zakończenie „Kobietach”. Do pomocy Flint bierze tylko szefa wytwórni, Muflona i Greena. Pezet popisuje się znajomością natury Polaków w motywacyjnej „Desideracie” jednak dwójka pozostałych nie prezentuje nic nadzwyczajnego co mogłoby przyćmić gospodarza. Zapomniałbym o Dotcom, która zrobiła świetną robotę w refrenie do „Muszę dostać skrzydeł” – brawo! „Starego, dobrego Flinta” scala stare, dobre intro i outro oraz krótkie skity w postaci cytatów z flimu „In like Flint”. Krótko (niespełna 40 minut), ale na temat.

Dostajemy od Flinta fajny, przemyślany i dopracowany album. Gdy w październiku wszyscy pozostawiają niedosyt, warszawiak pozytywnie zaskakuje i serwuje album zwięzły, ale za to rzeczowy i ze swoim niepowtarzalnym klimatem. Ode mnie duży respekt, bo szczerze mówiąc po „Warszawskim ZOO” niczego szczególnego się nie spodziewałem. Ósemka z małym plusem i ogromne rozgoryczenie, że polski słuchacz nie będzie miał ochoty nawet dać szansy. Tymczasem w Koka Beats kolejna premiera : Wuzet x Własne Zdanie x 25 listopada!

Ocena : 8+/10

Autor : MZR

WSPIERA RAPPORTAL:

Wywiad z Flintem przeczytasz tutaj!

Dyskografia:
Flint - Czarny Charakter (nielegal, 2010)
Flint - Warszawskie ZOO (Rapton / Fonografika, 2012)

Płytę można zamawiać pod adresem: http://kokafeat.com/product.php?id_product=327

Odwiedź strony facebook:
FLINT  

- KOKABEATS

Ocena: 0.1/10
PARTNERZY