Koszyk (0)
 
Klasycznie, ale z pomysłem, czyli recenzja "Starego, dobrego Flinta".
2013-10-24 18:39:00

Recenzja Rapportal. Flint "Stary, dobry Flint".

„Stary, dobry Flint” to już trzeci solowy album Flinta. Po średnio udanym „Warszawskim ZOO”, które powstało we współpracy z Soulpetem, Czarny Charakter powraca z nowym krążkiem, nową wytwórnią i nowymi patentami, które mają za zadanie przykuć uwagę odbiorcy. Zadanie było proste : „nawiązać do najlepszych czasów polskiego rapu i to co w nich było najlepsze przełożyć na nowe czasy”. Jak to się udało ?

Świetnie. Szczególnie pod względem produkcyjnym, gdzie bogatość aranżacji i żywych instrumentów zachwyca. Polski rap ma to do siebie, że dominuje w nim minimalizm i prostota, tu dostajemy coś zupełnie innego. Już rozpoczynająca „Desiderata” ma świetne przejście pomiędzy Flintem nagrywającym na stosunkowo klasycznej pętli, a Pezetem, który przemyka na wooblującym bassie. „Muszę dostać skrzydeł” z dwoma gitarami odpowiednio komponuje się raz z Dotcom, dwa z gospodarzem, którego podkład otworzył na garść wspomnień. „Brakujące słowa” od Szczura i „Przyjaciółki, koleżanki, kumpele” od EsDwa to bardziej klasyczne, mocne produkcje. Za to „Fight club” i „Bez przypału”(świetny, brytyjski akcent między zwrotkami) spod ręki Salvare mają elementy przebojowości. Jednak największy wkład w muzyczny wydźwięk materiału miał Barthvader, który dogrywał partie na klawiszach, basie, albo był odpowiedzialny za produkcję. Całość ? Klasycznie, ale z pomysłem – tego było trzeba!

Na mikrofonie Flint zaskakuje. Od czasu poprzedniego albumu nabrał charyzmy, a historie przez niego opowiadane po prostu wciągają – jak choćby „Bez przypału”, w którym pierwsza zwrotka świetnie oddaje klimat polskiego motania, a refren bez wątpienia sprawdzi się w formule koncertowej. Retrospekcje w „Muszę dostać skrzydeł” zasługują na uznanie, podobnie jest w przypadku opisu relacji męsko-damskich, które zostały świetnie uchwycone w „Przyjaciółki, koleżanki, kumpele”. „Blok” z mistrzowskimi cutami DJ’a Kebsa (najlepsze w polskim rapie od czasu „Halo Ziemia?!” Onara) został ugryziony z zupełnie innej strony niż setki innych osiedlowych hymnów.  Dostajemy dziesiątki ciekawych metafor, przekonań , czy follow up’ów jak ten do eisowskiego domu, który tym razem stał się izbą wytrzeźwień w wolno płynących na zakończenie „Kobietach”. Do pomocy Flint bierze tylko szefa wytwórni, Muflona i Greena. Pezet popisuje się znajomością natury Polaków w motywacyjnej „Desideracie” jednak dwójka pozostałych nie prezentuje nic nadzwyczajnego co mogłoby przyćmić gospodarza. Zapomniałbym o Dotcom, która zrobiła świetną robotę w refrenie do „Muszę dostać skrzydeł” – brawo! „Starego, dobrego Flinta” scala stare, dobre intro i outro oraz krótkie skity w postaci cytatów z flimu „In like Flint”. Krótko (niespełna 40 minut), ale na temat.

Dostajemy od Flinta fajny, przemyślany i dopracowany album. Gdy w październiku wszyscy pozostawiają niedosyt, warszawiak pozytywnie zaskakuje i serwuje album zwięzły, ale za to rzeczowy i ze swoim niepowtarzalnym klimatem. Ode mnie duży respekt, bo szczerze mówiąc po „Warszawskim ZOO” niczego szczególnego się nie spodziewałem. Ósemka z małym plusem i ogromne rozgoryczenie, że polski słuchacz nie będzie miał ochoty nawet dać szansy. Tymczasem w Koka Beats kolejna premiera : Wuzet x Własne Zdanie x 25 listopada!

Ocena : 8+/10

Autor : MZR

WSPIERA RAPPORTAL:

Wywiad z Flintem przeczytasz tutaj!

Dyskografia:
Flint - Czarny Charakter (nielegal, 2010)
Flint - Warszawskie ZOO (Rapton / Fonografika, 2012)

Płytę można zamawiać pod adresem: http://kokafeat.com/product.php?id_product=327

Odwiedź strony facebook:
FLINT  

- KOKABEATS

PARTNERZY